piątek, 4 września 2015

Rozdział I


2 GODZINY WĘDRÓWKI 

-Matt, nie musisz! Jeżeli nie chcesz to nie idź! To niebezpieczne! -Uprzedzała go Melania, której i tak nie słuchał. 

-Mel, bardzo Cię proszę, nie mów nic. Ja... po prostu czuję obowiązek aby z Tobą iść!

-A... A co z Twoją szkołą? Matt! -Przyspieszywszy kroku dała rękę na jego ramię.

-Jakby co, to kończymy tą szkołę i...

-I...? Kończymy? My?

-Okej, Mel, wiem że to niebezpieczne, wiem że to nie jest pewne czy w ogóle znajdziemy Twoją matkę, ciekawe! Zrozum, chcę Ci pomóc! Teraz i wyłącznie Ci pomóc! -Nastała chwila ciszy, po czym ocknęła się czarnooka dziewczyna.

-Po za tym, istnieje coś takiego jak niebezpieczeństwo, rozumiesz?! Jednego dnia można przeżyć ledwo ledwo, a drugiego spaść z klifu! Matt!

-Mel, idziesz czy nie? -Zapytał spokojnie, po czym zamknął jej usta i szli tak w milczeniu przez 40 minut przed siebie. Mel patrzyła na swoje obcięte paznokcie, które ledwo co były najechane lakierem. Matt nie wytrzymał ani chwili więcej...

-Melissa? -Lecz dziewczyna nie odzywała się. -Obraziłaś się? Wiem, chciałaś pójść sama, ale nie, ja też chcę poznać te... znaczy Twoją mamę...

-Moja mama ma na imię Telina, Tessa, Temera, Texa? Czy może... TEŚCIOWA? Ale to takie CIEKAWE... Bo nie wiem czy Girfled'a, to sympatyczny gość, pamiętam jak mi przyniósł kwiatki na dzień kobiet. To było urocze....

-Mel...?

-Tak? Tak, wiem że jesteś zazdrosny.... Ale nie przejmuj się. Miałam iść w czwartek do kina.

-Co? I JA O NICZYM NIE WIEM?

-Po co miałbyś wiedzieć że idę z kimś do kina? 

-Bo może ....

-Co? Jesteś zazdrosny? Hahahahaha....

-Melissa, zaraz Cię ukatrupię...

-A-ale.. TY ZAZDROSNY? HAHAAHAHAHAHA! 


Rozdział 0

Pięknie odziana w śnieżną suknię szła kobieta przez lodowe korytarze, trzymając się za swój ciężarny brzuch, patrząc przed siebie, ocierając kryształowe łzy. Nie mogła dawać znaku poddanym że coś jest nie tak, jej serce coraz bardziej było złości, za los. 

-Pani, czy... może... pani...

-Nie, nie usiądę Grimmyhnie.

-Dobrze, wasza wysokość.

Królowa szła przez lodowe korytarze, patrząc na zamarznięte lodowce, które ona i jej prababka tworzyły gdy była 7 dziewczynką. Wtedy ....

(Jeden dzień przed wiosną, królowa była zła na los, że nie dał jej w środku zimy. :P)


6 LAT PÓŹNIEJ

Królowa po narodzinach dziewczynki nazwała ją Melania i oddała do opieki przypadkowej rodzinie. Miała obowiązki, a jak na pech dziewczyna urodziła na wiosnę. Trafiła do sympatycznej rodziny, dominująca tylko jedną dziewczynką. Melania nie była traktowana jak piąte koło u wozu, ponieważ miała w sobie iskierkę, której za żadne skarby wuj nie chciał jej tak traktować, lecz ciotka tak, ponieważ była zła na męża że ciągle patrzy na Melanie, nie na ich córkę. Jednak były plusy i minusy tego ''patrzenia'' ponieważ kiedy wybierały się we 3 po plecaki i podręczniki kazała jej wybrać najtańszy, wybrała skromny a zarazem ładny, który kosztował jakoś około 4 euro ( razy 5 = 20 zł...) a Luna mogła wziąć obojętnie jaki chce, w rażące kolory z Monster High. Ciotka Catherine miała okulary, więc przetarła okulary i kupiła bardzo drogi plecak za 25 euro. I tak było przez 6 lat.

8 LAT PÓŹNIEJ ( 16 LAT PÓŹNIEJ)

Melania obchodziła 16 urodziny. Jej platynowe włosy (O em dżi, za dużo tych książek i filmów. xDD) związała w kucyk i zdmuchnęła 1 świeczkę, który postawił łaskawie jej wuj. Minęło około 12 godzin kiedy zaczęła podejrzewać że jej czarno-zielono oczy nie wgrywają się w grę. Przecież... ! Dotknęła lustra, nie pokazywał odbicia! Zaczęła przeraźliwe macać (nie wiem jak ale okej... xDD) lustro żeby naprawić szkodę, jednak Luna to zauważyła i podbiegła szybko do matki -

-MAMO, MAMO, MELANIA ... (zdyszawszy się ...) ONA... (głęboki wdech) ONA... O... ONA... UMIE CZAROWAĆ!

-Lunko, wiem że bardzo się jej chcesz pozbyć, ale Melania jest nikim na tym świecie, nie ma matki, ojca, rodzeństwa.... -Odpowiedział spokojnie jej ojciec.

-JA TEŻ NIE MAM! WIĘC UWAŻASZ ŻE JESTEM NIKIM?!

-DEXTER! TERAZ TEGO ZA WIELE! TY... TY NIE KOCHASZ NASZEJ CÓRKI! DLACZEGO? DEXTER? CZY TY PRZEZ CAŁE ŻYCIE COŚ UKRYWAŁEŚ?

-Catherine, posłuchaj...

-NIE!

W tym czasie usłyszawszy rozmowę zakręciła się jej łza w oku, po czym dalej próbowała, mówiąc w myślach...

*Tylko żeby te lustro pokazywało moje nędzne odbicie, warte nie więcej niż pół złamanego grosza... proszę...*

Wtedy lustro pokazało jej oczy we łzach, kiedy przybiegły we 2 panie domu.

-Luno, i co? Przecież mówiłam Ci, nie rób z niej afery! To TY masz być królową tego balu! To ty jesteś najpiękniejsza!

-TAK! JA! NIE TA MELANIA SRANIA! *pokazywała język przez pół minuty, po czym Melania wyszła na klatkę schodową*

Wtedy przybiegł chłopiec, kolega z klasy Melanii.

-O, Mel. Siema. Czemu stoisz tak o północy na klatce schodowej?

* pociągła nosem * -Matt, ja.. naprawdę, nie wiem kim jestem. Ja do nich nie pasuje! Matt! Twoi rodzice są idealni!

-Meli, nie są, bo nikt nie jest idealny. Ale ty jesteś!

-Tak, na pewno! Jestem kulą u nogi! Niczym więcej. *Popatrzyła na cement na którym siedziała* A w ogóle, czemu tutaj jesteś? *Spojrzawszy na niego widziała nerwowy uśmiech, lecz widziała też pełno troski*

-Hmn, od czego zacząć, jestem Matthews, czyli chodzę po klatkach o północy! *Zaśmiawszy się obojga*

-Tak, a ja bez z przeznaczenia i znaczenia dziewczynka o dziwnej urodzie...

-Wcale że nie! Mi... mi... się podobasz. * Dopiero do niego po chwili dotarło co odpowiedział * Z-znaczy... fajna. Fajna....

-Taa, nie zaprzeczaj... Matt... widzimy się później. *Wstała i pomaszerowała do wyjścia. Był to ostatni jej dzień tutaj*.

-Poczekaj! *Wstał i pobiegł. Było to początek nowej przygody...*